sobota, 24 września 2011

z Jakarty do Yogyakarty

Jestem już w Yogyakarcie :) Studentów poszczególnych uczelni zakwaterowano w różnych hotelach na najbliższe dwie noce, co będzie potem, jeszcze nie wiem. To już trzeci hotel w ciągu ostatnich pięciu dni... po weekendzie zacznę szukać lokum na resztę semestru. 

Droga z Jakarty była trochę męcząca. 12h jechaliśmy autokarem, w nocy kierowca ustawił klimatyzację na 14 stopni, więc było potwornie zimno, chociaż miałam na sobie wszystkie ciepłe ubrania, które zabrałam. Kierowca pędził jak wariat, nie tylko autostradą, ale drogami lokalnymi też. Liczyłam na to, że jak wyjedziemy z Jakarty (co trwało kilka godzin, chociaż ruch był dosyć płynny), to zobaczę dżunglę. A tu nic - ciągle małe wioseczki, domki trzymające się w całości nie wiem jakim cudem, od czasu do czasu jakieś zagajniki palmowe, a przede wszystkim wzdłuż całej trasy tysiące hektarów pól ryżowych. O 6 rano zatrzymaliśmy się na śniadanie. Jedzenie bardzo dobre, ale kawa i herbata smakowały jak syrop cukrowy (z resztą nie po raz pierwszy). Dziwne jest to, że na wyspie, która eksportuje kawę na cały świat, jeszcze nie udało mi się napić dobrej kawy... Do tej pory dziwiłam się też, dlaczego do kawy nie podają tu w ogóle mleka. Teraz już wiem - tu nie ma krów. Przez całą drogę widziałam może 5-6 sztuk. Wszystkie wychudzone, "pasące się" na przydomowych klepiskach. 

I to tyle z nowości. Bardzo jestem ciekawa, co tu się będzie działo w kolejnych dniach :)

Śniadanie w drodze do Yogyakarty

"Welcome" w toalecie na stacji benzynowej

Wysuszone pola ryżowe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz