Dzisiejszy dzień sponsoruje literka K, jak KRYZYS. Przyczyn kryzysu jest kilka, a najważniejsza z nich to mieszkanie. Razem z moją polską współlokatorką i indonezyjskimi opiekunami z uczelni szukaliśmy mieszkania na resztę semestru dla nas dwóch. Odwiedzaliśmy miejsca, które oni nazywają "kos", co można przetłumaczyć jako stancja. Kosy to domy, w których właściciele wynajmują kilka pokoi studentom. Dziś widziałyśmy trzy takie miejsca. W pierwszym było strasznie brudno. Połamane kafle na podłodze, robaczki wyłażące z dziur, grzyb i pajęczyny na ścianach i pokoje zupełnie puste - brak materaca, jakiejś szafki, krzesła. Łazienka dzielona na kilka pokoi, ale w takim stanie, że łazienki na dworcu kolejowym w Katowicach (nawet jakby w nich przez rok nie sprzątać) wygrałyby w konkursie piękności. Od razu powiedziałyśmy, że w takim miejscu na pewno nie będziemy mieszkać przez tyle czasu. Potem byłyśmy w innym kosie, znacznie lepszym - bo CZYSTYM. Pokoje malutkie, ale bez dodatkowych lokatorów (czyt.: robaków), łazienka dzielona na 3 pokoje, ale chociaż ma europejską ubikację (która tu jest rzadkością). Jest w niej też bardzo ciekawy prysznic: kranik z wodą nad wielką, kamienną misą i do tego plastikowy rondelek do polewania się. To jeszcze jest do przejścia - najważniejsze, żeby było czysto.
Trzeciego kosu nawet nie będę opisywać, bo w porównaniu z pierwszym był jeszcze bardziej okropny.
Pół dnia próbujemy się skontaktować z obcokrajowcami w Yogyi, którzy mogliby pomóc nam znaleźć coś lepszego. Udało nam się zdobyć namiary na jeszcze jeden kos, który jedziemy zobaczyć jutro rano.
Druga przyczyna kryzysu to jedzenie. To, czym nas tutaj karmią ogólnie jest naprawdę bardzo dobre, ale...
- baaaaaaardzo pikantne,
- jeśli nie pikantne, to baaaaaardzo słodkie,
- do każdego posiłku jest ryż, codziennie (dziś na kolację była mała wariacja na temat ryżu: smażony makaron z ryżem)
- kawa i herbata to czysty cukier,
- nie ma mleka, a co za tym idzie: nie ma serów ani jogurtów :(
| Małe, słodkie, obrzydliwe coś, co miało być jogurtem, a chyba nawet mleka nigdy nie widziało... |
Mam nadzieję, że z każdym dniem będzie jednak coraz lepiej :)
eee ale to po lewej to chyba nawet wyszlo od Danona, wiec moze troche jednak mlekiem zalatuje? :D
OdpowiedzUsuńa jak w tych kosach z pradem? zeby nie okazalo sie ze masz jeden kontakt na caly pokoj i albo palisz lampke albo pracujesz na komputerze...
wierze ze w koncu uda sie Wam znalezc cos satysfakcjonujacego!
poZDRo!
Słuszna uwaga Zaderku, otóż na jeden kontakt jestem przygotowana - mam rozgałęziacz na 3 gniazdka :) ale zapomniałyśmy się przyjrzeć, czy chociaż jeden kontakt jest :/
OdpowiedzUsuńA to po lewej zalatuje 2% białka, więc obawiam się, że nawet ten nieszczęsny ryż ma więcej ;) ten Danone mnie właśnie skusił i liczyłam na to, że może to trochę Actimel będzie;) z tych dwóch buteleczek i tak Danonowa była trochę lepsza ;)
Krysiu, nie pękaj, Poszukaj jeszcze ze 2, 3 osoby z Europy i znajdźcie wspólnie jakieś porządne mieszkania, oby to nie był squat. Do jedzenia się przyzwyczaisz, nie chcę spekulować, że polubisz. Pikantne to dobre, bo zabija pasożyty. Pogadaj koniecznie z innymi cudzoziemcami w Yogo.
OdpowiedzUsuńMoże uniwersytet ma jakieś porządne akademiki. Tęsknimy. Ciocia Teresa