| W porcie w Labuanbajo |
| Idziemy na łódkę, która zabierze nas na wyspę Rinca |
| Rinca w oddali :) |
| Widoki po drodze były niesamowite - przepiękne dzikie, zielone wysepki, słońce, spokojny ocean i łagodna morska bryza ;) |
| maleńkie plaże na maleńkich wyspach |
| Przystań przy "wejściu" do Komodo National Park (fot. Adam) |
| A to właśnie komodo dragon czyli przerośnięta jaszczurka (fot. Adam) |
| (fot. Adam) |
| Wygląda przyjaźnie, ale w rzeczywistości to dzika bestia ;) (fot. Adam) |
| W pomarańczowej koszulce nasz przewodnik po parku (fot. Adam) |
| Zapatrzone na komodo (fot. Adam) |
| Jeden waran spotkany w dżungli (fot. Adam) |
| (fot. Adam) |
| Nasz przewodnik, który wmawiał nam, że czaszka obok jest ludzka :) (fot. Adam) |
| Trekking po Rincy (fot. Adam) |
| Przyszła ofiara komodo (fot. Adam) |
| Żadne zdjęcie nie odda, jak piękny widok rozciągał się ze wzgórz Rincy, ale tu jest namiastka tego widoku :) (fot. Adam) |
| Widok z hotelu w Labuanbajo |
| Śniadanko |
| W Jaskini Luster |
| Droga z Labuanbajo do Ruteng |
| Cała prawda o Flores :) I tak przez setki kilometrów... |
| Wioski mijane po drodze |
| Nie tylko my chcieliśmy zdążyć do Ruteng na Święta :) |
| W Ruteng na Pasterce |
| Szopki na ulicach miasta |
| Nasza kolacja wigilijna :) |
| I śniadanie bożonarodzeniowe |
| W tej altance, w Boże Narodzenie, słuchaliśmy historii Brata Józefa |
| Pierwsza katedra w mieście |
| Zakon Wiecznej Adoracji |
| Siostry w Zakonie Wiecznej Adoracji. Po wstąpieniu do zakonu tylko tak wygląda ich kontakt ze światem zewnętrznym |
| Mały cmentarzyk przy tradycyjnej wiosce koło Ruteng (nagrobki wykłada się płytkami ceramicznymi) |
| Wioska tradycyjna |
| Brat Józef :) |
| Mieszkaniec tradycyjnej wioski (z tradycyjnym sarongiem i tradycyjną maczetą) |
| Golo Curu - kaplica na wzgórzu (w Wielkanoc tutaj kończy się droga krzyżowa) |
| Widok roztaczający się z Golo Curu |
| Bożonarodzeniowa kolacja z Beatem Józefem w zakonie SVD |
| Z siostrami Santa Maria Berdukacita, u których spaliśmy :) |
Część zdjęć jest Adama, bo mnie się akurat na Rincy rozładował aparat, a jego były bardzo ładne :) Kolejny odcinek o wyprawie mam zamiar napisać niedługo. Mniej piszę, bo to moje ostatnie dni w Yogyi i staram się je wykorzystać na maksa. Robię też krótsze wycieczki w okolice na Jawie Centralnej, których wcześniej nie widziałam. Równocześnie szukam pracy w Polsce i większość czasu spędzanego przy komputerze przeznaczam właśnie na to... Ale na wszystko przyjdzie czas - opisy wypraw, wycieczek i przygód będę uzupełniać :)