We wtorek po południu przyleciałam do Jakarty. Razem ze mną w samolocie było jeszcze kilka osób lecących na to samo stypendium, jedna dziewczyna nawet na ten sam uniwerek, co ja :) Z lotniska odebrali nas przedstawiciele Ministerstwa Edukacji. Trochę czasu trwało zanim spisali nasze dane z paszportów i dali pierwszą część wrześniowego stypendium. Trochę też trwało zanim zorganizowali dla nas busiki, ale po kilku godzinach byliśmy już w drodze do hotelu. Nawet nie wiem, gdzie on się znajdował, bo usnęłam po drodze. Wjazd do Jakarty wygląda jak trasa wlotowa na Manhattan - pięciopasmowa autostrada, ogromne drapacze chmur, neony, centra handlowe - Ameryka, Panie! Nie do końca... Nasz hotel w pierwszej chwili wyglądał pięknie - marmury, szkło itd., ale to był tylko główny budynek. Stypendyści Darmasiswy zostali zakwaterowani w drewnianych, 24-osobowych bungalowach. Nawet nie będę pisać, jak koszmarnie wyglądały tam łazienki i toalety. Jedzenie też nie powalało na kolana (a przecież wszyscy mówili, że jedzeniem będę na pewno zachwycona...). Na szczęście następnego dnia po śniadaniu i pokazie tańców ze wschodniej Jawy przewieziono nas do znaaaaacznie lepszego hotelu :) I właśnie w nim teraz jestem. Co prawda, żeby złapać internet siedzę na zimnej posadzce holu przy recepcji, ale nie można mieć wszystkiego ;) Mieszkam w pokoju z Polką i Rumunką na 11 piętrze, a z naszych okien roztacza się widok na biznesową część Jakarty.
 |
| Widok z 11 piętra hotelu Grand Sahid Jaya |
 |
| Pierwszy nocleg w bungalowach |
 |
| Tradycyjny taniec ze Wschodniej Jawy - Taniec Tygrysa |
Wczoraj, po zakwaterowaniu i obiedzie, poszłyśmy zobaczyć kawałek miasta. Ale o tym w kolejnym poście, bo za chwilkę zaczyna się wykład przedstawiciela Ministerstwa Spraw Zagranicznych, na który muszę już pędzić.
Jedzenie jeszcze Cie zaskoczy ;)
OdpowiedzUsuńI strzelaj fociszony :)
Good luck!