środa, 5 października 2011

W muzułmańskiej szkole

Minął trzeci dzień nauki na Universitas Ahmad Dahlan i pierwszy dzień w roli wykładowcy... ale o tym za chwilę :)




Wybór uniwersytetu w chwili składania aplikacji to czysty przypadek. Bez problemu można dowiedzieć się wcześniej o szczegóły studiowania i życia w poszczególnych miastach, ale trudniej o informacje dotyczące uniwersytetów. Sytuacja Darmasiswowców na każdym uniwerku jest inna, zmienia się co rok, do programu dołączają nowe kraje i nowe uniwersytety. Co więcej, do uniwerku, tak naprawdę, zostaje się przydzielonym i nie bardzo można to zmienić. Nas przydzielono na UAD, na którym wcześniej nie było Polaków i generalnie bardzo rzadko trafiają tam Europejczycy. Zacznijmy od tego, że jest to szkoła wyznaniowa. Dodajmy, że muzułmańska. I od tej chwili zaczyna się lekcja cierpliwości i pokory.
Podpisałam cyrograf, że jeśli nie będę przestrzegać uniwersyteckich zasad, obetną mi stypendium i wyślą do Polski. Większość z tych zasad jest podobna do tych, obowiązujących w rodzimych szkołach, ale jest też kilka związanych z religią i lokalną kulturą. Otóż...

1. Muszę chodzić na zajęcia okryta od kostek (spodnie albo długa spódnica) do nadgarstków - ze względu na temperaturę na zewnątrz, zakładam bluzkę z długim rękawem w chwili przekraczania progu szkoły). Żadnych sandałów - palce stóp mają być zakryte. Muzułmanki mają specjalne skarpetki, skrojone tak, żeby mogły chodzić w nich w klapkach-japonkach (skarpetki mają wcięcie między dużym palcem u stopy, a pozostałymi - coś jak jednopalczasta rękawiczka na stopę). 

2. W poniedziałki muszę nosić jakiś element ubrania we wzory batiku. Jest to wywodząca się z Centralnej Jawy sztuka malowania materiału. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że te ubrania są nieforemne i wygląda się w nich, jak w workach jutowych. Jedyny plus taki, że są zrobione z przewiewnego, bardzo cienkiego materiału (ciekawe ile prań przetrwa?).


Ja, Kasia i Sisi ubrane w batikowe kiecki, po prawej nasza ibu kos


3. Zajęcia mam codziennie od 8:30 do 12, włączając w to SOBOTY! Jedyny wolny dzień w tygodniu to niedziela, więc czasu na robienie dalszych wycieczek nie będzie za wiele :( Robimy wycieczki jednodniowe w Yogyi i okolicach miasta, a dalsze wypady planujemy dopiero na grudzień, kiedy będziemy mieć więcej wolnego.

4. Dostałyśmy też kurteczki, które stanowią element mundurka szkolnego, w którym będziemy chodzić na zajęcia dwa dni w tygodniu, ale dopiero, kiedy dostaniemy pozostałą część mundurka (jakieś koszulki).


Z rektorem UAD, w pomarańczowej marynarce od mundurku, w za krótkiej (jak na szkolne wymagania) spódnicy
5. Zupełnie jak w Polsce, można mieć tylko dwie nieobecności w semestrze, przy czterech nieobecnościach wykreślą mnie z programu.

Spodziewałam się czegoś innego. Polacy, którzy byli na Darmasiswie w poprzednich latach mówili, że zajęć będzie mało, a czasu na podróże dużo. Tak pewnie jest na innych, nie wyznaniowych uniwersytetach.

Kolejnym zaskoczeniem są zajęcia. Program nazywa się Bahasa Indonesia, czyli nauka języka. W związku z tym, że jesteśmy w grupie z 25 Chińczykami, którzy studiują filologię indonezyjską, łatwo zgadnąć, że nauka nie jest od podstaw. Mamy też zajęcia ze sztuki, muzyki i teatru z nauczycielami, którzy nie mówią po angielsku nic, poza powtarzanym do znudzenia "I'm so sorry" (jako odpowiedź na nasze "Nie mówimy po indonezyjsku, czy mógłby pan przetłumaczyć na angielski?"). Na szcęście (!!!), nauczycielki, które uczą nas języka mówią bardzo dobrze po angielsku i dużo nam tłumaczą. Każdego dnia poznajemy mnóstwo nowych słów, budujemy kolejne zdania, a wczoraj nawet dostałyśmy podręczniki :) Jest spora szansa, że język uda nam się nieźle opanować :) 

Z naszą szkołą wiąże się też bardzo wiele pozytywów :) W związku z tym, że jesteśmy tu jedynymi studentkami z Europy, traktują tu nas jak VIP-ów :) Byłyśmy z grupą studentów na wycieczce w świątyniach Prambanan (o tym w następnym poście), na którą wszyscy studenci pojechali autobusem, a dla nas organizatorzy zamówili taksówkę. Jak tylko wspomniałyśmy, że jesteśmy głodne, błyskawicznie zorganizowali nam jedzenie. Jedna z nauczycielek, która pochodzi z okolic ruin świątyń Borobudur, zaprosiła nas na weekend za dwa tygodnie do swojego domu rodzinnego i zwiedzanie całego kompleksu świątyń. Dla Indonezyjczyków każdy Europejczyk to native speaker z angielskiego. Dzięki temu dostałyśmy propozycję uczenia studentów I i III semestru wydziału anglistyki :) Taką propozycję dostałyśmy, będąc jeszcze w Jakarcie, od szefowej biura współpracy z zagranicą naszego UAD. Na początku myslałam, że to tylko komplement ("Oo, ładnie mówisz po angielsku, może chcesz uczyć na UAD?"), ale już pierwszego dnia okazało się, że tutaj każdy "native speaker" jest na wagę złota :) Tym sposobem wczoraj przeprowadziłam pierwsze zajęcia "Public Speaking" ze studentami III semestru :) Czułam się troszkę, jak na praktykach w szkole - czyli jak ryba w wodzie :) Poza tym, że nauczanie na wydziale anglistyki indnezyjskiego uniwersytetu będzie niesamowitym doświadczeniem, da mi też możliwość sfinansowania kilku wycieczek, które mam w planach :)

Podsumowując UAD, jako wcielenie restrykcyjnej szkoły wyznaniowej - nie taki diabeł straszny, jak go malują i jak się wydawało w pierwszej chwili :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz