W niedzielę UAD (nasz uniwerek) zorganizował wycieczkę dla grupy z Darmasiswy. Wczesnym rankiem zapakowali nas do dwóch autokarów i pojechaliśmy do prowincji Wonosario, niedaleko Yogyi. Jechaliśmy przez górzyste tereny, małe wioski i wysuszone pola. Pora sucha już się powoli kończy, ziemia jest w wielu miejscach popękana z braku wody, bambusom schną liście, rośliny są blado żółto-zielone. Wszystko wygląda tak, jakby nie mogło się doczekać deszczu. Dojechaliśmy do Gunung Kidul, miejscowości w której burmistrzem (albo lokalnym odpowiednikiem tego urzędu) jest mąż jednej z naszych nauczycielek. W ramach promocji regionu i lokalnej kultury zostaliśmy zaproszeni do ich domu na pokaz tradycyjnego tańca Reog i wielki obiad.
Potem pojechaliśmy dalej - na plażę. Niestety nie była to plaża z katalogów biur podróży: z białym piaskiem, turkusową wodą, palmami kokosowymi i rozwieszonymi między nimi hamakami... pisek ładny był, wodna ładna też, ale... dno bardzo skaliste, porośnięte ostrymi glonami, a kawałek od brzegu ogromne, niebezpieczne fale, więc pływanie jest zabronione. Nad wodą unosiła się mgła, było trochę pochmurno, więc nici z opalania. Pomijając fakt, że była to wycieczka szkolna, na której (mniej więcej) obowiązuja takie same reguły, jak w szkole... czyli nie można się rozebrać do kostiumu. Wystarczyło, że na 15 minut zdjęłam bolerko, chcąc złapać na ramiona trochę słońca, które pojawiło się na chwilę, a juz za moment nauczycielka poprosiła, żebym ubrała się z powrotem :( Jak zwykle wszyscy chcieli sobie robić z nami zdjęcia, niektórzy nawet o to nie pytali, tylko przysiadali się do nas po cichutku, robili zdjęcie i szli dalej. W drodze z plaży do autokaru szłyśmy jak najszybciej, z głowami opuszczonymi, żeby z nikim nie nawiązywać kontaktu wzrokowego i uniknąć męczącego "miss, miss, photo-photo?". Do tej pory, w żadnym innym miejscu nie słyszałam tego tyle razy, co w niedzielę na plaży. Po krótkim pobycie na pierwszej plaży (Pantai Baron), pojechaliśmy na dwie kolejne (Pantai Krakal i Pantai Kukup), które niewiele różniły się od tej pierwszej. Widoki, owszem, były bardzo ładne. Trochę, jak z mglistych filmów o czasach średniowiecznych :) Jednak nie do końca było to to, na co liczyłam. Czekam nadal, aż będę mogła zrobić "Woooooooowwwww!!!" na widok jakiejś plaży.
| Pantai Baron |
| Pantai Krakal (pani sprzedaje siatki do odławiania małych krabów) |
Zdjęcia Kasi i moje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz