W przypadku "Seksmisji" może i tak, w naszym przypadku może niekoniecznie, bo im dalej na wschód tym tereny mniej zaludnione. Jutro wczesnym popołudniem ruszamy (Kasia, Ela, Dorota i ja) na wschód. Planu szczegółowego nie ma. Już kilka razy przekonałam się, że w Indonezji nie bardzo można planować wycieczki. Tu się po prostu jedzie i ma nadzieję, że uda się dojechać do celu. Wiele zależy od pogody - szczególnie w porze deszczowej. Tej co prawda w Yogyi nie widać (nie leje codziennie), ale nie wiadomo, jak jest na innych wyspach. W porze deszczowej fale w niektórych rejonach oceanu są silniejsze, więc różnie bywa z promami (ich kursowanie może być zawieszone na kilka dni albo tygodni). Z pociągami i autobusami różnie bywa niezależnie od pogody. Lokalne busiki potrafią krążyć po wsiach godzinami, zanim zbierze się komplet pasażerów na dalszą podróż. Zatem nie ekscytuję się, bo nie wiem, dokąd dotrzemy i nie wiem, jak tam będzie.
Bardzo ogólny zarys wycieczki jest taki: jutro jedziemy autobusem do Denpasar - największego miasta na Bali. Tam zostajemy 2-3 dni, śpimy u innych studentów Darmasiswy, oglądamy środkową i północną część wyspy. Następnie jedziemy (i miejscami płyniemy) z Denpasar do Labuanbajo na wyspie Flores (po drodze mijając Lombok i Sumbawę). Labuanbajo jest miejscem wypadowym na Komodo i Rincę (wyspy z parkiem narodowym słynącym jako indonezyjskie "Jurassic Park", ze względu na populację ogromnych waranów tam mieszkających), które może uda się zobaczyć. Dalej chcemy jechać w okolicę miejscowości Bajawa, gdzie znajdują się misje chrześcijańskie (również polska misja ojców werbistów) - chciałybyśmy tam dotrzeć na Święta. A potem pozwiedzać inne miejsca na Flores (szczególnie wulkan Kelimutu, w którego trzech kraterach znajdują się trzy jeziora - turkusowe, brązowe i czarne) oraz na Sumbawie i Lombok - to już w drodze powrotnej. Na koniec, jak będziemy miały jeszcze czas, pieniądze i siłę, spróbujemy zobaczyć Ijen (wulkan z kopalnią siarki) i Bromo (cały kompleks wulkanów tworzący krajobraz księżycowy) we wschodniej Jawie.
Postaram się raportować na bieżąco postępy (albo ich brak) w naszej trasie.
Trzymajcie kciuki, proszę :)
Krysiu, trzymamy. Za wyprawę i Boże Narodzenie u ojców werbistów. Ja już spędzałam Wigilię w tropikach, teraz na ciebie pora. Ściskam mocno, ciocia Teresa
OdpowiedzUsuń