środa, 2 listopada 2011

Pora deszczowa

Porę deszczową można oficjalnie uznać za rozpoczętą... Odkąd tu przyjechałam było cały czas bardzo gorąco, ale powietrze było suche (poza Jakartą). Mniej więcej dwa tygodnie temu powietrze zaczęło się robić coraz bardziej lepiące i ciężkie, a po kilku takich wilgotnych dniach spadł pierwszy deszcz. Na początku opady były niewielkie i bardzo krótkie, ale z każdym dniem stawały się bardziej intensywne. Od kilku dni leje codziennie - zwykle między 14 a 16, czyli właśnie teraz. I wygląda to tak:




Czasem leje też w nocy. Póki co pada najwyżej dwa razy na dobę, więc jeszcze nie tak źle, ale... za każdym razem jak pada wywala nam korki w domu. Wcześniej wystarczyło pstryknąć korki, żeby prąd wrócił, ale przedwczoraj usiałyśmy radzić sobie bez prądu przez cały wieczór (i wtedy bardzo cieszyłam się, że zabrałam z Polski moją latarkę-czołówkę), bo sprawa wyglądała na bardziej poważną. Wczoraj przyszedł elektryk i niby już miało być wszystko dobrze... aż do dzisiejszej ulewy. I znowu siedzimy bez prądu :( Drugim ogromnym minusem ulewnych deszczy jest zalany taras na dachu, w którym wody zbiera się niemal do kostek i codziennie musimy to sprzątać, dopóki nasza Ibu nie naprawi jednej rynny. Ma to zrobić besok, besok, besok, czyli tomorrow, tomorrow, tomorrow, jak określa bliżej niezdefiniowaną przyszłość. Przy dzisiejszej ulewie po raz pierwszy woda dostała się na piętro z naszymi sypialniami (częściowo spłynęła po ścianie z tarasu, częściowo wpłynęła przez dziurę w dachu). Trochę mnie to martwi, bo najbardziej intensywne deszcze będą w grudniu i wolałabym wtedy nie być zmuszona do zakupu kajaka (wystarczy, że już kupiłam gumowe buty). Mam też nadzieję, że nie dotrą do nas powodzie nawiedzające teraz Tajlandię i Kambodżę...

1 komentarz:

  1. ale pomimo takich ulew wcale nie jest tak pusto na ulicach! na drugim zdjeciu nawet widac kogos na motorynce! :D

    OdpowiedzUsuń