Być może czytając moje wpisy, wydaje Wam się, że ciągle jeżdżę na wycieczki, ale to zupełnie nieprawda. Ze względu na szkołę, większość czasu spędzam w Yogyi. Jestem całkowicie uzależniona od planu zajęć na UAD, na które muszę chodzić, żeby nie stracić stypendium i wizy. Na szczęście od czasu do czasu pojawiają się różne możliwości na spędzanie czasu w mieście. Uczę studentów angielskiego, raz sędziowałam studencki konkurs, ostatnio zaangażowałyśmy się z dziewczynami w działalność pewnej fundacji oraz miałam przygodę z modelingiem :) Ale nie wszystko na raz. Dziś o tym, jak przez chwilę byłam modelką.
Pewnego dnia, podczas zajęć na uniwersytecie, nuczycielka poprosiła, żebym porozmawiała z jej znajomym, który czeka na mnie przed salą. Trochę zdezorientowana wyszłam na zewnątrz, a tam drobniutki Indonezyjczyk mówi mi "Jestem fotografem, chciałbym, żebyś była moją modelką". Najpierw biorą mnie za native speakera i proszą o uczenie studentów angielskiego, a teraz za modelkę? Robi się coraz zabawniej :) Próbowałam się wytłumaczyć, że chyba się pomylił, bo ja nie jestem modelką i nie mam tu ze sobą nawet żadnych ładnych ubrań, w których mogłabym pozować, ani kosmetyków, którymi mogłabym się umalować.
On wszystko załatwi.
No dobra, co mi szkodzi :)
Wieczorem wymieniliśmy kilka maili i dogadaliśmy szczegóły. Po kilku dniach, w niedzielę, przed 5 rano była u mnie makijażystka. Przyniosła kilka waliz kosmetyków i półtorej godziny robiła mi makijaż. Pierwszy raz w życiu miałam doklejane rzęsy :D
Kilka minut po 6 przyjechało trzech fotografów i dwie dziewczyny (podczas sesji jedna nosiła białą blendę, a druga mnie ustawiała). Zapakowaliśmy się do dwóch samochodów, razem z Kasią dostałyśmy śniadanko (pierwsze dobre bułki, jakie tu jadłam) i ruszyliśmy na południe. Po niecałej godzinie jazdy dotarliśmy na jedyną indonezyjską pustynię, przypominającą nasze ruchome wydmy w Łebie. Gumuk Pasir (tak nazywa się pustynia) znajduje się bardzo blisko oceanu, w pobliżu Parangtritis (najbliższej od Yogyi plaży). Było bardzo wcześnie, wiał przyjemny wiatr od oceanu, a słońce jeszcze nie grzało tak mocno, jak zwykle. Przeszliśmy się kawałek pustynią i zaczęło się: prawa noga do przodu, lewa ugięta, a teraz ręka na włosach, ręka na biodrze, ręka luźno w powietrzu, wyżej broda, niżej broda, otwórz oczy, zamknij oczy, złap parasolkę, podnieś ją wyżej, opuść niżej. To wcale nie jest taka łatwa robota, jak mi się kiedyś wydawało. Po niemal trzech godzinach, zeszliśmy z wydm i poszliśmy napić się soku z kokosa. Potem pojechaliśmy na plażę Depok, która słynie z targu owoców morza. W jednej z licznych knajp zjedliśmy pyszny obiad z krewetkami w roli głównej i wróciliśmy do Yogyi. Modelling raczej nie jest moim powołaniem, ale przygoda ciekawa :)
![]() |
| Kilka dni temu Endang (główny fotograf) wysłał to zdjęcie na konkurs "outdoor portrait" Canon Indonesia i wygrał |


Ale fajne zdjęcia! Zwłaszcza pierwsze i przedosttanie! :D
OdpowiedzUsuń